28 wrz 2011

Instynkt samozachowawczy

Pracując w korporacji na stanowisku poniżej własnych kwalifikacji człowiek ma nadzieję, że w końcu uda mu się awansować, że ktoś go zauważy i doceni. Tak mijają dni, tygodnie i miesiące. I czasem jest już tak blisko, że wydaje się, że za kolejnym zakrętem na krętej ścieżce kariery jest już ten wyczekiwany awans. No ale okazuje się, że jeszcze nie teraz, że tym razem ktoś inny - lepszy. Ale jeśli tylko się trochę bardziej postara to na pewno się uda. Trzeba dać tylko z siebie jeszcze trochę więcej.

Oni mają opanowaną do perfekcji sztukę manipulacji i nawet człowiek raczej odporny na takie praktyki w końcu w pewnym stopniu im ulega. I daje z siebie więcej.

Aż dochodzi do punktu, w którym nie ma czego dać. I zaczynają się schody. Bo za mało się stara, bo się nie nadaje. Nie nadaje się nawet na to stanowisko (które w końcu jest poniżej jego ciężko na studiach zdobytych kwalifikacji).

Człowiek traci w końcu poczucie własnej wartości.

I nieraz dużo czasu musi minąć, zanim człowiek zda sobie sprawę z tego jak nim manipulują, jak go wykorzystują.

Aby się bronić trzeba wyrobić sobie trochę zdrowego egoizmu. Nie dać się. I posłuchać instynktu, który już dawno mówił: "uciekaj stąd".

I rzucić to! I szukać czegoś, co będzie dawać radość, satysfakcję. I wiedzieć, że robi się coś dobrze. Ale przede wszystkim, że robi się coś DOBREGO.

Ja szukam. Tego czegoś...

28 wrz 2009

Nowy rozdział

Właściwie miałam zacząć z tej okazji pisać nowego bloga, pod innym tytułem, bo ten miał być tylko o mojej podróży. Ale tak właściwie to teraz zaczęłam zupełnie nową podróż.

Zaczął się nowy rozdział. Jeszcze nie wiem co się wydarzy. Narazie poznałam dopiero kilka pierwszych kartek. Są pełne łez radości. Są pełne uśmiechów. Naszych i naszych przyjaciół. Jeszcze nie wiemy kiedy to się stanie, ani gdzie nas to zaprowadzi. Następne strony tej historii są narazie puste. Ale już nie mogę się doczekać, żeby zanurzyć pióro w atramencie i zacząć pisać. Pisać naszą historię. Wyruszyć w tę podróż. Jeszcze nie do końca wiem jak to wszystko będzie wyglądało. Ale jednego jestem pewna - chcę tam wyruszyć. Z Tobą...

(I modlę się o to, by nasz kompas nas nigdy nie zawiódł, byśmy nigdy nie zboczyli z kursu i dotarli bezpiecznie do celu.)

16 sty 2009

 
Posted by Picasa


TGD - Błogosław duszo moja Pana



po prostu...

13 sty 2009

O strachu

Strach przedsesyjny zaczął wyglądać zza rogu. Jeszcze jest całkiem nieduży, dopiero widać jedno szpiczaste duże ucho i słychać drwiący, ale narazie całkiem cichy, śmiech.
Jak ja to wszystko ogarnę?
Miałam coś zrobić w domu, w zasadzie wszystko miałam zrobić - napisać pracę, przygotować materiał do prezentacji, itd. No ale wyszło jak zawsze. Choć nie powiem, żebym żałowała;)
Ale od przyjazdu (tzn. od niedzieli) miałam się ostro zabrać do pracy. Narazie czytam. Ale bynajmniej nie o analizie wskaźnikowej. Czytam "Kronikę ptaka nakręcacza" Murakamiego. Jak skończę, to powiem, czy mi się podobała. Narazie mogę powiedzieć jedno - wciąga. Chociaż, jeśli mam być szczera (a tak sobie przecież założyłam zaczynając pisanie tego dziennika), to nie jestem do końca pewna, czy wciąga tylko dlatego, że jest interesująca i dobrze napisana, czy też może po części dlatego, że pozwala oderwać się od obowiązków. Jestem skłonna podejrzewać siebie o to, że kierują mną oba te powody...

12 gru 2008

Z powodów

Z powodów niezbyt optymistycznych, a jednak wyszło jak najbardziej szczęśliwie.
Mimo, że najpierw byłam zła. Bo DLACZEGO? Dlaczego ZNOWU JA? Czy nie wystarczą te, które już mam, z którymi się borykam na co dzień? Przecież byś nimi kilka osób obdzielił. A ja mam dość, to ponad moje siły. Wiesz?!
Wtedy tak trudno jest WIERZYĆ. I UFAĆ. Że Ty wiesz przecież najlepiej.
Ale już jestem spokojniejsza, mimo, że nadal nie wiem, dlaczego? Ale widocznie tak musiało się stać.

Walizka spakowana. Jutro wyjeżdżam. Do domu. I mimo, że wolałabym, żeby przyczyna nie zaistniała, to jednak skutek narazie mi się podoba:) Mówię narazie, bo przecież nie wiem, skąd się to tak naprawdę wzięło, więc trzeba będzie to zbadać i wyjaśnić, ale pewnie to tylko przejściowe.

Obieram jabłko i odliczam godziny. 21 i pół. Będzie dobrze. Musi być.

4 gru 2008

Słuchając

http://kanagan.wrzuta.pl/audio/532pub16Xa/cisza_jak_ta_-_w_naszym_niebie

Za oknem mroźny wieczór. W zamarzniętych kałużach odbija się światło latarni.

Jeszcze dwa tygodnie...

W pokoju ciepło. Grube, mięciutkie, zimowe skarpety na nogach. W dłoni kubek z gorącą herbatą. Podnoszę go do ust i czuję słodki aromat miodu i cynamonu. Upajam się nim.
Pierwszy łyk. Gorąca. Rozgrzewam dłonie.
Czas jakby się na chwilę zatrzymał. Jakby Wielki Zegarmistrz dał mi kilka dodatkowych minut tego dnia. Mogę się nimi rozkoszować.
Myśli płyną leniwie i spokojnie. Właściwie nie wiem nawet w jakim kierunku. I nawet nie dbam o to.
Teraz dbam tylko o herbatę i o muzykę, która sączy się z głośników i porusza delikatnie strunę mej duszy. Tę właściwą.
Spokój.
Jest pięknie.
A będzie jeszcze...

30 lis 2008

22 listopada






Czas płynął zbyt szybko.
Mam ten obraz wciąż w pamięci. Wyrył się tak dokładnie. Mimo upływu czasu kontury się nie zamazują. Ruszający autokar. W oknie Ty. Macham Ci. Chciałabym pobiec za Tobą. Zatrzymać. Chociaż na chwile. Nie pozwolić już nigdy na rozstanie.
Samotność uderzyła we mnie falą ze wszystkich stron.
Byłam bezbronna.
Uświadomiłam sobie, że nie mogę Cię przytulić. Dopiero teraz. Dotarło do mnie. Wyraźnie. Zbyt.
Bez Ciebie nie umiem i nawet nie chcę żyć. Bez Ciebie to jakby inna ja. Obca, nieznana, nie moja, dziwna.
http://www.youtube.com/watch?v=Mc0zlJZr4hc
"Nie ma Ciebie, nie ma mnie
Świat nie istnieje, skończył się
Do chwili gdy się znów spotkamy"
Wcześniej jakoś się trzymałam. Przynajmniej próbowałam. By nie utrudniać, Tobie, sobie, nam. Nie dopuszczałam do siebie myśli, ze ta chwila nadejdzie.
Ale gdy straciłam Cię z oczu...
Coś we mnie pękło.
Łzy popłynęły po zmarzniętych policzkach. Bezgłośnie. Choć wewnątrz krzyk.
Przez najbliższy miesiąc nie pogłaszczę Twoich włosów, nie wyszepczę Twym wargom jak kocham.

Musisz się trzymać. Przecież jakoś trzeba dojechać do tego akademika.

Otarłam drobne kryształy, które kołysały się na rzęsach.

Weszłam do akademika. Przekręciłam klucz w zamku. Otworzyłam drzwi i weszłam do pustego pokoju. Jeszcze bardziej pustego, niż przed Twoim przyjazdem. Chciałam, żeby pachniał Tobą. Ale w powietrzu czuć było tylko zapach pierogów, które Ci odgrzewałam na obiad. Niepozmywany talerz. Twój. Klapki, które zostawiłeś.

Bezsilna.

Spojrzałam na nasze zdjęcia przyklejone do szafy. Już nie mogłam ich powstrzymać. W tramwaju. Resztkami sił chowałam łzy pod powieki. Ale teraz. Tylko ja. Nikt mnie nie widział.

Tylko ja.

Jak to przerażająco brzmi.

Ale nie. Przecież się spotkamy. Niedługo. Przecież najważniejsze, że Cię spotkałam na swej drodze. I za to Mu dziękuję. Że dał mi Ciebie. Za każdą chwilę.